Święta - jak dobrze...
Nie ukrywam, że czekałam na nie w tym roku wyjątkowo. Grudzień zawsze jest dla mnie pracowity i zabiegany. Ale teraz - dzień przed Wigilią - dzieci w łóżkach, chleb się piecze, jeszcze tylko sos do pasztetu, i oczyszczenie pieczarek, które jutro będę faszerowała sosem migdałowo natkowym (moja ukochana przekąska...). Marzę by poleniuchować chociaż przez kilka dni. Już teraz pisząc do Was myślę o minionym roku jako o roku udanym. Zawodowo dużo się działo ale najważniejsze, że do stołu zasiądziemy w pełnym
składzie, że mój tato nie dał się chorobie, że każdy z domowników jest bogatszy o to co się działo zawodowo i prywatnie, mocniejszy o pokonywane troski i problemy jest szczęśliwie i
bezpiecznie w domu. Doceniam to co mam, to że ich mam... Dziś mam nastrój sentymentalny - zresztą chyba odpowiedni do czasu. Dziękując Wam kochani za życzenia dla mnie i mojej rodziny, dziękuję, że kolejny rok byliście blisko mnie. Odwiedzaliście moją stronę, przyjeżdżaliście na koncerty (czasem z krańców Polski), dopingowaliście mnie do pracy nad płytą i po prostu byliście myślami ze mną. Miałam Wam zrobić niespodziankę... Nie udało się częściowo. Jeszcze przed świętami miało ukazać się nakładem Universalu 7 płytowe wydawnictwo. Coś w rodzaju antologii. Zawierać miało moje solowe płyty, remixy, utwory specjalne - nagrywane dla wielu projektów, angielskie wersje kilku utworów nagrane kilka lat temu i dvd ze wszystkimi klipami. Cieszyłam się na to ale firma nie wyrobiła się by takie wydawnictwo ukazało się w grudniu. Był dobry pretekst bo w tym roku minęło 10 lat od naszej pierwszej płyty - Światło, skończył się "pięciopłytowy" kontrakt, z firmy odchodzi wieloletni prezes - Andrzej Puczynski, ja też mam "równe" lata ;-). Ale myślę sobie teraz, że wszystko się dzieje po coś i dobrze się stało. Nie czuję się benefisowo. Jestem już zupełnie gdzie indziej niż byłam nagrywając poprzednie płyty. To zarejestrowany kawał mojego życia, ale jestem już na innym etapie w muzyce, życiu i myśleniu. Sama nie byłabym z tego boxu zadowolona. Chciałabym by był jedynie pamiątką ale trudno byłoby mi się z tym identyfikować. Szczerze i bez kokieterii - swój wybór z mojego dorobku, tak żeby dla mnie był aktualny musiałabym mocno ograniczyć. Firma chciała przenieść to wydanie na styczeń, ale chcę by nowy rok zwiastował dla Was to co u mnie nowe i świeże. Dlatego nie będzie Natologii (taki miał być tytuł). Będzie za to nowa płyta i nowa energia, która we mnie aż kipi! Tym bardziej ucieszyłam się jak dowiedziałam się o pomyśle Tomka Mazurkiewicza i fanklubu "Wszystko co w sobie mam". Przygotował własną kompilację mojego dorobku w limitowanej wersji dla Fanów. Dziś czytając poprzedniego newsa, dopiero sama poznałam szczegóły tej akcji i jest to miła niespodzianka. Tomku dziękuję za wszystko.
Kochani, życzę Wam świątecznie tego (ale się rozpisałam) - co czuję teraz i o czym napisałam w pierwszych słowach tego listu. Szczęścia.
Natalia
23.12.2006
PS. Kamilce, prowadzącej stronę też dziękuję z całego serca. Przyznacie, że jest niezwykle sumienna i staranna. Buziak
Zdjęcia z tzw. śledzika zakładowego w moim domu. Ludzie z którymi pracuję, przyjaciele, bliscy - połączyliśmy to z oficjalnym otwarciem naszego nieoficjalnego studia domowego... Na zdjęciach - czułe wyznania, ploty i włosów sploty z Anią Szarmach ;-), Maruś i Bartek - mój nowy płytowy dream team ;-), wino w głowie przykładnych małżonków ;-), niezawodny Józef - autor większości moich koncertowych zdjęć - nie wymknie mu się żadna impreza ze mną ;-), choroba zawodowa - skupianie na sobie uwagi nawet w domu ;-), z Christiną Bien łączą nas nie tylko wschodnie rysy ;-)